Frywolitkowy czajniczek wysupłany ze złotej Madeiry, a różyczka w środku to cieniowana Lizbeth 40. Obie nitki bardzo cienkie, choć złota zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Choć cienka jak włos, za to bardzo mocna i całkiem przyjemna w pracy. Nawet nie udało mi się jej urwać. Po prostu super.
Inspiracją do jego wykonania była książka Marthy Ess "Tea is for Tatting".
Dziękuje bardzo za odwiedziny i pozostawione komentarze. Przesyłam Wam urocze muchomorki. Zapraszam ponownie.
niedziela, 6 października 2013
sobota, 28 września 2013
Na zakupy
Moja najnowsza praca, którą chcę Wam pokazać jest wykonana techniką jakiej jeszcze na tym blogu nie było. Maszyna do szycia i ja nie idziemy razem w parze, ale i się nie gryziemy. W rogu pokoju stoi stara maszyna, którą od czasu do czasu wyciągam i szyję coś prostego. Czyli co można zrobić ze starych spodni. Po prostu odcięłam nogawki, przyszyłam rączki dodałam kilka frywolitkowych kwiatków i powstała torba na zakupy.
Do kolczyków z poprzedniego posta dorobiłam bransoletkę. Dla urozmaicenia dodałam czarną nitkę, wzorek oczywiście niezmienny. Mój ulubiony. Mam nadzieję, że się Wam jeszcze nie znudził.
Dziękuję bardzo za odwiedziny i pozostawione komentarze. Zapraszam ponownie.
Do kolczyków z poprzedniego posta dorobiłam bransoletkę. Dla urozmaicenia dodałam czarną nitkę, wzorek oczywiście niezmienny. Mój ulubiony. Mam nadzieję, że się Wam jeszcze nie znudził.
Dziękuję bardzo za odwiedziny i pozostawione komentarze. Zapraszam ponownie.
czwartek, 19 września 2013
Jesienne kolczyki
Za oknem pada deszcz. Mokro, zimno i wcześnie robi się ciemno. Najlepsza pogoda, by sięgnąć po czółenka i wyczarować kolczyki które będą przypominały o pięknej polskiej złotej jesieni. Ech marzy mi się spacer w słoneczny dzień po parku wśród spadających kolorowych liści.
Na wielu blogach podziwiałam frywolitkę 3D. Ta technika wydawała mi się bardzo skomplikowana, ale się uparłam i próbowałam, próbowałam, aż powstało coś co w miarę mnie zadowala i mogę nazwać to kolczykami. Frywoliłam bardzo cienkim kordonkiem (Lizbeth 40) w iście jesiennych barwach.
Mam nadzieję że choć odrobinę są 3D.
Kolczyki zgłaszam na wyzwanie tematyczne w Kreatywnym Kufrze Pory roku - Jesień.
Dziękuje bardzo za odwiedziny i pozostawione komentarze. Przesyłam Wam jesienne kwiaty i muchomorka z pobliskiego lasu. Zapraszam ponownie.
Na wielu blogach podziwiałam frywolitkę 3D. Ta technika wydawała mi się bardzo skomplikowana, ale się uparłam i próbowałam, próbowałam, aż powstało coś co w miarę mnie zadowala i mogę nazwać to kolczykami. Frywoliłam bardzo cienkim kordonkiem (Lizbeth 40) w iście jesiennych barwach.
Mam nadzieję że choć odrobinę są 3D.
Kolczyki zgłaszam na wyzwanie tematyczne w Kreatywnym Kufrze Pory roku - Jesień.
Dziękuje bardzo za odwiedziny i pozostawione komentarze. Przesyłam Wam jesienne kwiaty i muchomorka z pobliskiego lasu. Zapraszam ponownie.
niedziela, 1 września 2013
Serweta wg Renulka
Dawno nie pokazywałam postępów w supłaniu serwetki wg wzoru Renulka. Pomalutku, powolutku wysupłałam 7 i 8 rządek.
Jeszcze malutkie zbliżenie na wzorek.
Do końca niewiele już zostało, a mianowicie muszę jeszcze dorobić małe koniczynki w piątym okrążeniu i ostatni 9 rządek.
Ostatni tydzień była bardzo pracowity, bo oprócz pracy zawodowej i dziergania serwetki wolne chwile spędzałam na działce. Zbierałam i przerabiałam aronię.
O właściwościach i cudownej mocy tego owocu możecie poczytać TU. Ja zrobiłam dżem z dodatkiem jabłuszek ( wg przepisu ze str. gotujemy.pl), oraz naleweczkę.
Przepis dla zainteresowanych:
Owoce aronii ( ok. 3 kg ) wrzucić do 2 litrów wody, dodać liście wiśni ( ok. 200 szt. ) i gotować ok 30 minut. Pozostawić do wystygnięcia. Na drugi dzień dodać 1/2 kg cukru ( zależy jakie kto chce mieć słodkie ) , sok z 1/2 cytryny i zagotować. Wystudzić i odcedzić dodać alkohol ( ja dałam 1L spirytusu). Przelać do butelek. Odstawić w chłodne, najlepiej ciemne miejsce na 3-4 miesiące. Z pozostałych owoców zrobię sok. Na razie aronia się mrozi.
Serdecznie witam nowych obserwatorów. Wszystkim natomiast dziękuję za odwiedziny i komentarze.
Przesyłam kwiaty i zapraszam ponownie.
Do końca niewiele już zostało, a mianowicie muszę jeszcze dorobić małe koniczynki w piątym okrążeniu i ostatni 9 rządek.
Ostatni tydzień była bardzo pracowity, bo oprócz pracy zawodowej i dziergania serwetki wolne chwile spędzałam na działce. Zbierałam i przerabiałam aronię.
O właściwościach i cudownej mocy tego owocu możecie poczytać TU. Ja zrobiłam dżem z dodatkiem jabłuszek ( wg przepisu ze str. gotujemy.pl), oraz naleweczkę.
Przepis dla zainteresowanych:
Owoce aronii ( ok. 3 kg ) wrzucić do 2 litrów wody, dodać liście wiśni ( ok. 200 szt. ) i gotować ok 30 minut. Pozostawić do wystygnięcia. Na drugi dzień dodać 1/2 kg cukru ( zależy jakie kto chce mieć słodkie ) , sok z 1/2 cytryny i zagotować. Wystudzić i odcedzić dodać alkohol ( ja dałam 1L spirytusu). Przelać do butelek. Odstawić w chłodne, najlepiej ciemne miejsce na 3-4 miesiące. Z pozostałych owoców zrobię sok. Na razie aronia się mrozi.
Serdecznie witam nowych obserwatorów. Wszystkim natomiast dziękuję za odwiedziny i komentarze.
Przesyłam kwiaty i zapraszam ponownie.
sobota, 24 sierpnia 2013
Broszka
Za oknem deszczowo, zimno i słoneczka nie widać. Pogoda w sam raz by wykończyć zaczęte robótki. Od dawna marzył mi się frywolitkowy pierścionek. Taki z koralikami i mnóstwem pikotek. Jednak droga od słowa do czynu była dość daleka. W końcu się zmobilizowałam. Przejrzałam tysiące wzorów i dokonałam wyboru. Pierścionek będzie z trzech elementów, a każdy z nich będzie się składał z trzech warstw. Gdy złożyłam wszystkie części okazało się, że jest on za duży na pierścionek. Dorobiłam zapięcie i mam broszkę.
A tak prezentuje się na ręku jako niedoszły pierścionek. Zajmuje prawie całą dłoń.
W swojej pracy wykorzystałam wzory Mary Konior, Jana Stawasza i kwiatuszek z komunijnego wianuszka prezentowany na blogu Za Woalką. Nici to Aida Anhora 20.
Dziękuje bardzo za odwiedziny i pozostawione komentarze. Zapraszam ponownie.
A tak prezentuje się na ręku jako niedoszły pierścionek. Zajmuje prawie całą dłoń.
W swojej pracy wykorzystałam wzory Mary Konior, Jana Stawasza i kwiatuszek z komunijnego wianuszka prezentowany na blogu Za Woalką. Nici to Aida Anhora 20.
Dziękuje bardzo za odwiedziny i pozostawione komentarze. Zapraszam ponownie.
niedziela, 18 sierpnia 2013
środa, 14 sierpnia 2013
W słoiku i z piekarnika
Dzisiejszy wpis nie będzie o robótkach, a to za sprawą darów natury które pochodzą z mojej działeczki.
Z cukinii można wyczarować wiele pyszności. Na początek zrobiłam cytrynowy dżem z cukinii. Kto nie wie co stanowi zawartość słoiczka ten nie zgadnie. Palce lizać.
Przepis wypatrzyłam na blogu Moje przetwory, a oryginał znajdziecie na stronie Wielkie Żarcie.
Były też placki według przepisu Janeczki. Polecam pychotka. Zapiekanka, ale nie zdążyłam jej obfotografować bo tak szybko zniknęła.
Z jabłek upiekłam ciasto o wesołej nazwie Uśmiech teściowej.
Składniki:
3 szkl. mąki
3/4 szkl cukru
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 margaryna
1 cukier waniliowy
2 łyżki śmietany
3 żółtka
Z wyżej wymienionych składników zagnieść ciasto i na godzinkę schować je do lodówki.
Jabłuszka obieramy, wydrążamy gniazda nasienne i kroimy w plasterki.
1 duży budyń (na 0,75l mleka) lub 2 małe gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
2/3 ciasta wylepiamy dno blachy. Na to jabłuszka. Ja posypałam je cynamonem (jak kto lubi). Kolejną warstwę stanowi gorący budyń, na którym rozrzucam pozostałą część ciasta ( ja rwę je paluszkami).
Piekę w temp. 175st. około godzinki. Smacznego.
Teraz biegnę do robótek, by się zrelaksować po tak pracowitym dniu.
Z cukinii można wyczarować wiele pyszności. Na początek zrobiłam cytrynowy dżem z cukinii. Kto nie wie co stanowi zawartość słoiczka ten nie zgadnie. Palce lizać.
Przepis wypatrzyłam na blogu Moje przetwory, a oryginał znajdziecie na stronie Wielkie Żarcie.
Były też placki według przepisu Janeczki. Polecam pychotka. Zapiekanka, ale nie zdążyłam jej obfotografować bo tak szybko zniknęła.
Z jabłek upiekłam ciasto o wesołej nazwie Uśmiech teściowej.
Składniki:
3 szkl. mąki
3/4 szkl cukru
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 margaryna
1 cukier waniliowy
2 łyżki śmietany
3 żółtka
Z wyżej wymienionych składników zagnieść ciasto i na godzinkę schować je do lodówki.
Jabłuszka obieramy, wydrążamy gniazda nasienne i kroimy w plasterki.
1 duży budyń (na 0,75l mleka) lub 2 małe gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
2/3 ciasta wylepiamy dno blachy. Na to jabłuszka. Ja posypałam je cynamonem (jak kto lubi). Kolejną warstwę stanowi gorący budyń, na którym rozrzucam pozostałą część ciasta ( ja rwę je paluszkami).
Piekę w temp. 175st. około godzinki. Smacznego.
Teraz biegnę do robótek, by się zrelaksować po tak pracowitym dniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





